Marcin Zegadło „Martwe i ozdobne”

Czy idiomem można się zarazić? Jeśli wyłania go z siebie naprawdę dobry poeta, to myślę, że tak. Nowy tom Marcina Zegadły czytałem z przejęciem mniej więcej do połowy, potem zdjął mnie strach, że się zarażę, że nie będę umiał wrócić do swoich wierszy bez jakichś pozostałości jego obrazowania, rytmu i sposobu pozycjonowania doznań, przemieszczania drobiazgów płynących jednym nurtem w stronę śmierci.

Zarażaj, Zegadło, zarażaj, pomyślałem sobie. Może bardziej to odczułem, widząc umierającego psa i jeszcze żywą rodzinę, widząc wiele niewidzialnego między nimi, bo tak właśnie dzieje się w najlepszej poezji. I jest to słuszne, i zbawienne, a zdarza się raz na jakiś czas, od wielkiego dzwonu, że jednocześnie martwe i ozdobne.

Karol Maliszewski

 

MARCIN ZEGADŁO (ur. 1977) - poeta, publicysta, recenzent. Wydał sześć zbiorów wierszy: Monotonne Rewolucje, Stowarzyszenie Literackie im. K.K. Baczyńskiego, Łódź 2003, Nawyki Ciał Śpiących, Zielona Sowa, Biblioteka Studium, Kraków 2006, Światło powrotne, Wydawnictwo Kwadratura, Łódź 2010, Cały w słońcu, SPP Oddział w Łodzi, Łódź 2014, Hermann Brunner i jego rzeźnia, Wydawnictwo Forma, Szczecin 2015, Zawsze Ziemia, SPP Oddział w Łodzi, Łódź, 2018. Prowadzi bloga Księgozbiry, gdzie recenzuje prozę i poezję. Pisuje również o książkach do Gazety Wyborczej. Mieszka w Częstochowie.

 

 

 

 

Wiersze z tomu:

 

ZIMNE ZABAWKI

 

Opowiadam tutaj o miłości, chociaż
miałem – nie. Marzniemy na przystanku.
Autobus spóźnia się kilka minut,
Mróz ścina się jak białko i gdyby nie on
śmierć przyszłaby po dziecko, które wbiega
wprost pod koła nadjeżdżającego samochodu.
A tak – po prostu – umrzemy zamiast niego
w gęstej chmurze ciepłego powietrza,
które z nas uchodzi i przymarza do gałęzi drzewa,
kołysanej przez podmuch, a przecież o to chodzi
– żeby nas bujało. Bo miłość, to jest trumienka,
która udaje kołyskę.

 

 

PRZEBARWIENIE

 

Podwórko pełne dzieci. Ich krzyk
przedostaje się do mieszkania
przez uchylone okno. Na stole książki,
które kupiliśmy za bezcen od ulicznego
sprzedawcy, potrącone przez naszą córkę
sypią się na podłogę i wtedy światło
lepi z kurzu widmowe sylwetki.
Układamy książki z powrotem na stole,
rozmawiając o naszych dłoniach, które
wydają się należeć do obcych, starych ludzi.
Za chwilę rozpęta się burza. Podwórko
będzie puste i nieme. Jakby wszyscy
wybrali się na czyjś pogrzeb.
Albo po prostu – umarli.

 

 

SUPERNOVA


Opowiadam tutaj o Bogu, chociaż
miałem – nie. Ale jak nazwać inaczej
śmierć dziecka na drodze i białą
trumienkę, którą kilku mężczyzn
umieszcza w czarnym mercedesie,
a kiedy żałobników zabiera wypełniony
po brzegi autobus, ci faceci palą papierosy
i jedzą kanapki. Za szybą, w tamtym dziecku
biorą swój początek: larwa, owad i grzyb,
albo jeśli wolisz – martwa gwiazda.

 

 

DŁUGI WEEKEND


Chciałbym zrozumieć to państwo,
które nie mieści się w moich wierszach,
o którym próbując pisać, staję się
podróżnym bez miejsca w rozpędzonym
pociągu albo psem śpiącym w ślepej kuchni,
sprzedawcą w hurtowni anten, kelnerką
w pierogarni albo vegebarze, księdzem
w czarnym SUV-ie, ściętym drzewem,
lewacką kurwą, prażakiem, wyklętym
w Stumilowym Lesie, Żydzewem, Lechem
Poznań, Baczyńskim z roztrzaskaną czaszką,
Bierutem w stalowej trumnie, chujnią
Grzybnią, Wandą co nie chciała Niemca,
zgodą narodową i frontem jedności,
stanem wojennym i Popiełuszką
w dusznym bagażniku, prekariuszem
i ZUS-em, który przychodzi we śnie
do pracodawcy i mówi: Nie śpij!
Bo cię okradną!

 

Marcin Zegadło "Martwe i ozdobne"

Instytut Mikołowski, 2022

Redakcja: Maciej Melecki

Stron: 58

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

ISBN 978-83-65250-98-8

Cena: 25 zł