Marcin Bies

Urodzony  7.12.1982 roku w Mikołowie. Napisał arkusz poetycki Atrapizm (Wrocław, 2009). Publikował m.in. w "Arkadii", "Arteriach", "Odrze", "Tyglu Kultury", "Gazecie Wyborczej" oraz antologii "Połów. Poetyckie debiuty 2010" (Wrocław, 2010).
Studiował polonistykę na Uniwersytecie Śląskim. Mieszka i pracuje w Mikołowie.

 

W Instytucie Mikołowskim wydał debiutancki tomik wierszy Funkcje faktyczne (IM, 2010)

oraz tomy: "Renowacja zbytków" (IM, 2015), "Wybór drozdów" (IM, 2107).

 




WIERSZE

krzyż w brzuchu

tęsknota za widowiskowym samobójstwem
z jakąś mocną frazą o samotności

dobrze, że nie doszło do konfliktu
między ojcem a synem

dzięki temu odpuszczenie zawsze dokonuje
się przez opuszczenie


***

Policzek

Jeśli wygrzęznąć, to po to, by oddać pieniądze
i zniweczyć kilka dobrze zapowiadających się

miłości

Jeśli wyleźć na powierzchnię, to po to, by stracić pracę
i udać się do sklepu z trutką na robaki

miłość, miłość

Do dziury, do wnęki, nieruchomo podtrzymuj
ściany szpary

bądź, bądź

Jeśli wyjść, to po to, żeby spotkać możliwość,
natknąć się na nieuchronną

wolność dotyku


***

praca na przyszłość


zeszłoroczna gazeta, ta dopiero wzbudza uczucia.
każda szpalta przywołuje wachlarz ulubionych treści.
wielka samotność w pokoju z czarno-białym kotem
i szklanką przezroczystej wódki, to było coś.

a pamiętasz zeszłą zimę, jak nam było zimno?
było tak smutno, że mógłbyś napisać poemat.
tyle było treści, a mróz je jeszcze zagęszczał.
przypominaliśmy sobie, jak pękła ci warga.

a o świcie pachniało benzyną i tak uroczyście,
że chciało się przedstawić światu, wejść w relację.
co to było za szaleństwo, powinni pisać w prasie.

a teraz patrz, świat podstawiony, alergia na sierść kota,
chciałoby się zakopać i odkryć w przyszłych latach.


***

Errata

Jest jest

ma być

nie ma

 




Marcin Bies poetycko zdaje się być po stronie materii, jakby u zarania swojego myślenia i odczuwania świata nie ufał wymiarom eterycznym, poza fizycznym. Dystans ten przekłada się na materialny surowiec tych wierszy, o wiele bardziej sprawdzalny i wyczuwalny, zaś momenty abstrakcyjnych zakłóceń stają się naturalnym odniesieniem dla koniecznego braku zaufania, dzięki któremu dookolny świat, a także tkwiący w nim ludzie, jawią się autorowi jako wymiar zastępczy, udawany, mocno zafałszowany. To świetny punkt wyjścia. Nic bowiem nie przekonuje w wierszach debiutanta bardziej, jak właśnie taki kąt pochylenia, który pokazuje ustawiczny rodzaj podmiany i symulacji. Skoro świat, życie jest łańcuchem atrap, to jakie musiały zajść procesy, które spowodowały utratę odbioru tego, co najbliższe, jako rzeczy żywych, pulsujących i ruchliwych? Takie zastygnięcie i stopniowe zamieranie wiąże się bezpośrednio z poczuciem zaniku obecności. Wiersze Biesa raz po raz komunikują nam ów zanik, nicestwienie obecności przez jej nieobecność. Stan taki jawi się autorowi jako coraz bardziej normalny, wręcz przypominający naturalne środowisko. Czy to rozpoznanie jest przerażające? Dla mnie raczej konieczne. Każda fraza tych wierszy zdjęta jest narastającą inercją i niemożnością przebicia się na jakąś drugą stronę, która jeśli istnieje, to istnieje raczej życzeniowo. Spieszmy się więc czytać te wiersze, skrzące i mieniące różnymi wariantami opisu pustki, ponieważ, by posłużyć się słowami Samuela Becketta, podmiot zamiera, nim dojdzie do orzeczenia.

Maciej Melecki