Genowefa Jakubowska-Fijałkowska "Paraliż przysenny"

Bohaterkę coś skazało na starość, ale ona sobie tego nie życzy, wciąż jest młoda i zadziorna w każdym słowie, dalej jędrnym i ostrym. Chcesz uderzenia prosto w twarz, chcesz czyjejś nieprzyjemnej, niezbyt pięknej (ładna poszła się je...dnoczyć z czymś zupełnie innym) prawdy, chcesz cierpienia, które nie przebiera w słowach, to jesteś u siebie.

Karol Maliszewski




Poetka przywraca naszemu myśleniu o świecie stosowne proporcje: pokazuje, że między fizjologią i liryzmem nigdy nie było antagonizmów. I że można - nie wypadając z literackiego obiegu – myśleć o bogu zsuwając majtki w Istambule. Autorka w przewrotny sposób opiewa naszą małpią małość / wielkość, naszą samotność orangutanów, wreszcie starość: jadowicie zmysłową, pełną seksu i śmierci. Lubię, kiedy stawia mnie w niewygodnej sytuacji, bo pięknie to robi.

Agnieszka Wolny-Hamkało


 


 

Wiersze z tomu "Paraliż przysenny":

 

Sypią mi się włosy

 

jak po chemioterapii

to nie rak

 

to starość kurwa starość

 

na nic skrzyp polny

szampony trzy w jednym suplementy diety

 

odżywki balsamy olejek arganowy

gaje oliwne na włosy

 

może powinnam spać już gotowa

w czarnej garsonce z fioletową apaszką na szyi

 

może powinnam malować usta przed snem

zrobić cienie na powiekach rzęsy tuszem sephora

 

jeszcze puder migdałowy na policzki

 

mama była piękna w takim makijażu

w kostnicy

 

i wtedy padał wielki śnieg

 

* * *

 

Paraliż przysenny

 

zasypiam w zapachu nivei na skórze

lenora w koszuli nocnej

 

w pościeli ariel proszek

i Anioł Ariel

 

kołdra mikrofibra francuska

 

dopala się świeca waniliowa

gaśnie kadzidełko hary kryszna

 

jest pełnia

 

są ze mną zmory w pierwszym śnie

kładą na mnie drzewa kamienie

 

w drugim śnie wyrywam się do krzyku

oddycham spazmami korzeniami mchem

 

za mną siostra Małgorzata

dotyka mojego ramienia nie ma jej ale jest

 

nie mogę się obudzić

jestem ciągle na jawie i we śnie

 

wołam dławiona źródłami podziemnymi

zamętem wody

 

nie wypływa ze mnie woda ani skowyt

słyszę go w sobie i wodę słyszę

 

nie mogę się wydobyć

oddech narkotyczny zawałowy

 

w końcu wyrywam się krzykiem pawia

 

budzę się otwieram okno

księżyc w aureoli zmory we mgle

 

 * * *

 

Przed deszczem

 

prawie nie oddychasz barometr spada ty spadasz

połykasz validol nitroglicerynę cały maj kwiaty pylenie drzew

 

nie tracisz przytomności nie mdlejesz osuwasz się lekko

na krześle przy biurku w zasięgu komórki laptopa i stacjonarnego telefonu

 

odzyskujesz oddech w dusznym zapachu sądowego pokoju

pod wysokim sufitem (nie ma gwiazd nad tobą)

 

pijesz wodę niegazowaną jest dobrze

jakby już spadł deszcz albo jakbyś piła Niagarę

 

znowu coś cię zabija za kierownicą na światłach

 

żółte mlecze za wczesne dmuchawce wiosny hormony testosteron

brak mężczyzny wysoka kultura koncerty wernisaże

 

wpadasz w panikę

 

stoją samochody na światłach zielonych

czerwone włączają się w tobie chcesz umrzeć po czterdziestce

 

boisz się co zrobią z twoim ciałem

z fistaszkami bielizną ze śladami ust na kubkach do herbaty

 

co zrobią z mikrofalówką pełną lodówką alkoholem w barku

co będzie z twoją suczką synem byłym mężem z tobą

 


 

Wydanie I, 2016

Format: A5 (145 x 205 mm) ze skrzydełkami

Okładka miękka, foliowana

Stron: 58

Redakcja tomu: Janina Szołtysek

Biblioteka Arkadii – pisma katastroficznego, tom 132

ISBN: 978-83-65250-19-3